Padiasek: “Znamy swoją wartość i jesteśmy pewni swoich umiejętności”

Ostatni mecz z Legionem Pilzno nie rozpoczął się po naszej myśli. Jako pierwsi straciliśmy bramkę, lecz kolejny już raz pokazaliśmy, że powroty do meczu to nasza specjalność.

Jeden nasz błąd, rywal wykorzystał go w 100% ale strata bramki nie spowodowała nerwowych ruchów w naszej grze, cały czas atakowaliśmy i stwarzaliśmy sobie sytuacje. Wiedzieliśmy, że mamy dużo czasu na odwrócenie losów spotkania, zespół mamy doświadczony i to też ma duże znaczenie w takich sytuacjach. Znamy swoją wartość i jesteśmy pewni swoich umiejętności, a takie mecze tylko to potwierdzają.

Błękitni Ropczyce to nasz ostatni rywal w rundzie jesiennej. Jeżeli uda mam się pokonać Błękitnych to nie dość, że rundę jesienną zakończmy jako lider to jako jedyna drużyna nie przegramy meczu.

Słowa mają wielką moc, a „uda się” znaczy, że to jest przypadek. A w naszej grze nie ma przypadku, także ewentualne nasze zwycięstwo nie będzie wynikało z teg,o że nam się coś udało, my na te wyniki ciężko trenujemy i jest to konsekwencją pracy jaką codziennie wykonujemy. Zwycięstwo z Ropczycami, lider i jedyna niepokonana drużyna w lidze to byłoby spore osiągnięcie ale to się wyjaśni w sobotę o 15:00.

2019 to dla Korony fenomenalny rok. Na początku roku nasza druzyna była na dnie tabeli, lecz po świetnej wiośnie utrzymała się w lidze. Rok się kończy, a Korona przewodzi w ligowej tabeli. To jak zmieniła się sytuacja Korony w ciągu roku zasługuje na najwyższe uznanie.

Zgadza się ten rok był szalony w wykonaniu Korony, coś niesamowitego. Wszystko zaczęło się od pewnego człowieka który uwierzył, że niemożliwe nie istnieje i przekonał nas do tego. Misja wręcz dla większości niemożliwa do zrealizowania stała się faktem, Korona z trenerem Opalińskim utrzymała się w lidze mimo 6 punktów po pierwszej rundzie. A ten sezon z trenerem Szymczakiem jest po części kontynuacją tego co się zaczęło w styczniu 2019 r. Ale ten rok kończy się po meczu z Błękitnymi, także jeszcze mamy robotę do wykonania.

W ostatnim meczu ubiegłego sezonu nabawiłeś się poważnej kontuzji nadawania więzadeł, dzięki ciężkiej pracy i rehabilitacji szybko wróciłeś do zdrowia i udowodniłeś, że chęci i pokonywanie słabości przynosi efekt.

Ten rok nie był dla mnie łaskawy jeżeli chodzi o zdrowie. Tak jak wspomniałeś wyleczyłem się z kontuzji kolana i zaraz przytrafił się następny uraz, który sprawiał bardzo duży dyskomfort i ból nawet przy chodzeniu przez co też mialem 3 tygodnie przerwy. Klub zapewnił mi najlepsze warunki do rehabilitacji za co dziękuje i cieszę się, że większe problemy zdrowotne mam już za sobą. Docinki ze strony chłopaków “kiedy skończą Ci się wakacje”, “kiedy wpadnę na trening”, czy “znowu przyszedłeś się tylko pokazać” nie były miłe, ale z drugiej strony motywowały, dawały siłę żeby wrócić jak najszybciej do gry. Pasja ma to do siebie, że ciężka praca nie jest dla Ciebie problemem tylko przyjemnością.

Twoja asysta w meczu z Legionem Pilzno była wynikiem sprytnie rozegranego z Jarkiem Skibą rzutu wolnego. Ćwiczycie takie zagrania na treningach?

Albo się to ma, albo się tego nie ma. To była szybka decyzja, tego nie wytrenujesz na treningu. Zobaczyłem, że jest wolna przestrzeń i spytałem Jarka czy mi zagra, pobiegłem w ciemno, a on podał idealnie. Wszystko widać na nagraniu. Ale bramki by nie było gdyby nie kapitalne przyłożenie nogi Jędrka, ten gość to ma!


Mateusz Padiasek jest zawodnikiem Korony od stycznia tego roku. 29-letni lewy obrońca to wychowanek Sokoła Sieniawa gdzie spędził większość swojej przygody z piłką. Mateusz zaliczył krótkie epizody w Stali Mielec, Izolatorze Boguchwała czy Polonii Przemyśl, skąd ostatecznie trafił do Korony Rzeszów.